27th October, 2009

?

posted 2 years ago

Wybrałam  się na spacer. Muszę pooddychać świeżym powietrzem. Mam już dość tego zgiełku i papierosowego dymu. Kiedyś, gdy paliłam, nie przeszkadzał mi on, wręcz delektowałam się nim. Fascynował mnie dym wypuszczany z ust. Pomagał się skupić. Pojawiały się nowe pomysły w głowie. A teraz, a teraz ten zapach mnie drażni, budzi we mnie wstręt. Czasem nachodzi mnie ochota by zapalić. Stojąc na przystanku myślę sobie jak miło by było wypuścić chmurę dymu. I nagle ktoś staje tuż obok mnie. Wyciąga tę brązową wysuszoną truciznę. Włada do ust, wyciąga zapalniczkę. Zwracam uwagę na to jak go odpala. Jak wciąga do płuc pierwszego bucha. W tej chwili zazdroszczę mu. Już pojawia się w mojej głowie myśl, by podejść i zapytać czy może nie ma jednego odstąpić. Aż dochodzi do mnie ten ostry, mdlący smród. Czar pryska. Rozglądam się za innym miejscem, gdzie ciesząc się świeżością powietrza mogłabym poczekać na mój transport. Gdzieś daleko od tej palącej osoby. Tak, bym nie czuła tego odoru, który co chwilę ulatnia się z długoterminowej śmiercionośnej przyjemności.  Cieszę się , że z tym skończyłam, choć są momenty, że oddałabym prawie wszystko za jednego papierosa. A z drugiej strony czuję wstręt, który nie pozwala mi na przebywanie, zbyt długo, wśród osób palących. Dlatego wyszłam, spaceruję ulicami wielkiego miasta.

Jest już późno. Większość ludzi wróciła po ciężkim dniu pracy do domu. Zjada odgrzewany obiad z wczoraj. Nikt nie miał czasu by ugotować świeży, pieszczący podniebienie smakiem, kojący nozdrza zapachem, obiad. Doba ma zbyt mało godzin aby zdążyć ze wszystkim. Jutro z pewnością będzie ta sama zupa pomidorowa z kartonu co dziś, i ta sama co była wczoraj. Kobieta pracująca, matka i żona, ugotowała w niedzielę, jej jedyny wolny od pracy dzień, gar zupy, a w zasadzie podgrzała i doprawiła 3 litrowe kartony pomidorowej, by nie spędzić zbyt wiele czasu w kuchni, by móc odpocząć. A zarazem by rodzina przez najbliższe trzy dni miała co do ust włożyć. Gdy zupa się skończy zamówią pizze, zjedzą na mieście, każde z nich osobno. Dziecko w przedszkolu albo w szkole, ona gdzieś w firmowej stołówce a on, gdzie popadnie. Jakoś przeżyją do następnej niedzieli. Ludzie gonią za kasą, chcą mieć wygodne, dostatnie życie, nie mogą sobie pozwolić na czułość, miłość czy rodzinne ciepło. Nie ma na takie bzdury czasu.  Liczy się praca, kasa i jeszcze raz praca i kasa. Tak spacerując tymi ulicami wielkiego miasta, patrząc w okna kamienic, bloków, apartamentowców, myślę sobie, że skoro w dzisiejszej dobie nie mamy czasu na podstawowe uczucia. Ludzie dobierają się z rozsądku a nie z miłości, a dzieci się kocha bo tak trzeba, a jeśli się nie kocha to się stara zrobić takie pozory. To ja nie mam racji bytu. Przede wszystkim dlatego, że moim podstawowym marzeniem jest bycie kochaną i kochać całym sercem, a dopiero później myślę o wygodnym życiu i o tym w jaki sposób zarobię pieniądze. Ale może po prostu jestem na to za młoda. W odpowiednim wieku by przestać palić i za młoda by myśleć racjonalnie. O ile to co ludzie robią ze swoim życiem, to jak je niszczą pieniądzem, o tyle jest  racjonalnym myśleniem,  jak mogłoby się zdawać.

Odetchnęłam. Czas wrócić do domu, do przyjaciół. Cieszyć się beztroską młodych lat i miłością, która na całe szczęście przyszła do mnie w odpowiednim momencie.

 

Copyright © 2009 sznurekwgłowie All rights reserved.
TumbleDesk Theme by Dave & Laptop Geek.